Przechodzenie obok krzywdy drugiego człowieka
Miliony ludzi mieszkają na naszej kuli ziemskiej. Codziennie jakąś część z nich, może niewielką, ale zawsze, mijamy na ulicy. Jednym powodzi się lepiej, innym gorzej. Idąc tak przez życie mamy tego świadomość, ale co robimy? No właśnie Nie robimy nic.. I to jest najsmutniejsze. Ubóstwo i cierpienia bliźnich nas nie obchodzą, ważne, że my mamy dobrze. A reszta? Boimy się cierpienia, więc je omijamy. Ale inni cierpią, nie da się tego faktu zamazać. Właściwie co się z nimi stanie zależy też od nas- społeczeństwa. Czy będziemy potrafili wyciągnąć pomocną dłoń. Sąsiedzi obok się kłócą, słychać dźwięk rozbijanych naczyń, bluźnierstwa i głośne krzyki. Zamiast chwycić za telefon i zadzwonić do odpowiednich służb, my co robimy? Siedzimy spokojnie dalej popijając popołudniową herbatkę, jakby nic się nie działo. Tępota? Zapytany taki sąsiad, dlaczego nie zareagował, być może mógłby zapobiec tragedii, odpowiada "to nie moja sprawa". No to z taki podejściem to daleko nie zajedziemy. Przykro się robi, że nie ummiemy dać tego, czego oczekujemy od ludzi, kiedy jesteśmy w potrzebie. Niby mówimy, że na świecie tyle zła i co to się nie dzieje, a tak naprawdę to nie robimy nic. Lenistwo? A może jesteśmy mocni tylko w słowach?